Kto się boi niskich podatków?

W jednej z przedwyborczych debat do Eurokołchozu pan Grzegorz Braun wspomniał o konieczności obniżenia podatków, na co przedstawicielka Lewicy Razem odparła, że ona w żadnym razie niższych podatków nie chce. Zadałem sobie wtedy pytanie: jak można bać się wyższych zarobków? Odpowiedź przyszła sama – owa niewiasta, pani Elżbieta Wisz, upatrywała elektorat śród strajkujących nauczycieli, którym zdaniem Lewicy należą się pensje za machanie tabliczkami.

To przecież oczywiste – obniżenia podatków boi się ten, kto się z nich utrzymuje; ten kto żyje na cudzy koszt, będąc w pewnych przypadkach niejako zmuszany do partycypowania w systemie finansowej redystrybucji (czyt. zalegalizowanej kradzieży). Idąc tym tropem, postanowiłem sprawdzić zawody jakimi parają się kandydaci ugrupowań socjalistycznych (PSL, PiS, PO, Lewica), następnie porównując z danymi na temat członków katolickiej Konfederacji, która jako jedyna ma w swoim programie obniżki świadczeń.

Jako iż pochodzę z województwa śląskiego, przeanalizowałem wyłącznie tamtejsze okręgi. I tak wśród 120 Ślązaków kandydujących do parlamentu z list PSL, partii która w swojej nazwie ma wyraz ludowy, naliczyłem dosłownie trzy (sic!) osoby parające się rolnictwem, i łącznie 35 ludzi pracujących w firmach prywatnych. Całą resztę stanowili głównie samorządowcy (np. radni), emeryci, studenci, nauczyciele, lekarze oraz pielęgniarki.

Na 110 kandydatów z PiSu, tylko 16 nie utrzymuje się z pieniędzy podatników. Partię posiadającą w nazwie słowo prawo reprezentuje 11 osób związanych z tą dziedziną. Na tle pozostałych zawodów z pewnością wyróżnia się tutaj inżynieria środowiska, reszta to przede wszystkim politycy, urzędnicy i nauczyciele.

Podobnie wygląda sytuacja w kadrze Koalicji Europejskiej. Z tylu samo, bo 110 przedstawicieli, 15 nie jest zatrudnionych publicznie, u Lewicy jest to 24 ze 109. Występuje tam dominacja nauczycieli.

W końcu, spośród 108 osób kandydujących ze śląskich okręgów list Konfederacji, aż 72 pracuje prywatnie. Skupiają się na tę liczbę wykonawcy różnorakich zawodów: od przedsiębiorców, przez sprzedawców i mechaników samochodowych, na elektrykach skończywszy.

Nic więc dziwnego że Rząd Dobrej Zmiany (choć do dziś nie udało się ustalić dla kogo była ona dobra), miast zapewnić Polakom godne zarobki, dokłada kolejne cegiełki do urzędniczo-mafijnej konstrukcji, rozpościerającej swoje postsanacyjne, jak i postkomunistyczne macki kontrolne wokół ofiar programów typu pięćset plus, aborcja plus, czy Ukrainiec plus. A to zabierze część dochodu przedsiębiorcom w ramach kary za pracowitość, a to odda innym w ramach nagrody za posłuszność1. Po drodze jeszcze pożerują na tym biurokratyczne sępy, z których każdy odgryzie sobie kawałek za polerowanie krzesła spodniami.

Tą etatystyczną maszynką władza z roku na rok skraca smycz nie tylko osobom pracującym prywatnie, ale również tym nieszczęsnym rezydentom stanowisk (często nie z ich winy) pasożytniczych: politykom, urzędnikom, państwowym nauczycielom. Kiedy ci ostatni zastrajkują, rząd podniesie im płace z pieniędzy ukradzionych reszcie. Jeśli tego nie zrobi – straci poparcie własnych niewolników, którym inna partia obieca że specjalnie dla nich ukradnie jeszcze więcej. I taki to cyrk, byłby nawet śmieszny gdyby pewni osobnicy nie godzili się na otrzymanie pięciuset złotych w zamian za poparcie wymordowania pięciu tysięcy nienarodzonych dzieci2.

 

——————————————————————————————

1 i płodzenie dzieci (koniecznie zdrowych, gdyż chore podług słów premiera Morawieckiego dla ‘Gościa Niedzielnego’ należy „po chrześcijańsku” [!] pozwolić uśmiercać)

2 pozwoliłem sobie nazwać tę korupcję wyborczą mianem programu pięć tysięcy minus

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!
Ocena: 5.0. Na podstawie 3 głosów.
Proszę czekać...
Monarchista
Tradycyjny (czyli prawdziwy, 'przedsoborowy') rzymsko-katolik, monarchista, strażnik cywilizacji łacińskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *